Ostatnio przeczytałam ciekawą teorię o początkach i przyczynach epoki renesansu? Według niej przełomowym wydarzeniem poprzedzającym odrodzenie była czarna zaraza, która przetoczyła się przez Europę w XIV wieku i która zdziesiątkowała ludność kontynentu. Choroba nikogo nie omijała. Wszyscy umierali demokratycznie: książęta, duchowni, bogacze i plebs. Wiara w Boga okazała się nieprzydatna. Bóg nie pomógł przeżyć nawet najbardziej gorliwym jego wyznawcom. Dlatego ludzie skierowali swoją uwagę w kierunku nauki, wiedzy, sztuki, poprawy jakości życia. Jednym słowem tragedia wyzwoliła ludzki geniusz i potencjał. Teoria ta idealnie pokryła się z moimi myślami, które cisnęły mi się do głowy w związku z ostatnią „epidemią”. To jest czas przemiany, odnowy, który zmusi człowieka do przewartościowania swojego życia. Obserwuję więc uważnie i z nadzieją wypatruję światełka zmian. Podobnie jak myśliciele tamtej epoki zadaje sobie pytanie: czy znane nam autorytety: kościół, politycy, dziennikarze mają wyznaczać nam nasze koncepcje rzeczywistości? Czy pozwolimy im myśleć za nas? Czy nie pozbawiamy się w ten sposób wolności? Ktoś mądry powiedział kiedyś: wiedza Cię wyzwoli. Intuicyjnie wiem, że to prawda. Ale wiem też, że wiedza utrudnia życie. W dzisiejszych czasach jesteśmy w dużo trudniejszej sytuacji niż człowiek renesansu. Wtedy to był czas kiedy książki były trudno dostępne, wiedza bardzo kosztowna. Świat zmieniał się bardzo wolno. To czego nauczyli rodzice przydawało się do końca życia. Teraz to rodzice muszą uczyć się od dzieci. Natłok informacji powoduje, że już nic nie jest pewne? Często czujemy się bezradni, zagubieni. Mamy dużo dostępnej wiedzy, ale też mnóstwo bezwartościowych śmieci. Trudno oddzielić ziarna od plew. Jak sobie z tym poradzić? Jak się nie zagubić? Od dłuższego czasu zadaję sobie to pytanie. Po pierwsze wyłączyłam telewizor. Produkował on we mnie irracjonalny lęk, najbardziej destrukcyjną emocję, która zmieniała moje życie w walkę o przetrwanie. Zaczęłam słuchać różnych punktów widzenia, szczególnie tych dalekich od moich własnych. Popadałam ze skrajności w skrajność. Ale dzięki temu przekonałam się, że druga strona ma bardzo dużo racji jeśli się jej tylko spokojnie wysłucha. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że tzw. alternatywne media również szerzą strach i są mało konstruktywne, jakby na jakieś zlecenie. Więc co? Nie słuchać nikogo. A może tak. Może oprzeć swoją wiedzę na swoim doświadczeniu i relacjach naocznych świadków. Może skupić się na własnym życiu. Może uwierzyć jak wielcy epoki renesansu w moc ludzkich możliwości, w moc własnej kreacji, w siłę własnej intuicji, w moc wspólnoty i wzajemnej pomocy. Żeby różnice między ludźmi nas wzbogacały a nie dzieliły. Na tą chwilę wiem, że będę szukać wiedzy, bo ona jednak czyni moje życie bogatszym i ciekawym. Ale jak człowiek renesansu będę ją kwestionować na każdym etapie i nie będę wstydzić się zmiany zdania. I nie przestanę wierzyć, że ten czas to świt nowej epoki „ODRODZENIA”





